czwartek, 13 lutego 2014

Nieunikniona...

Starość jest straszna...
Za ścianą szpitalnego pokoju...
Zapadnięte oczy, otwarte usta, tlen w rurce, cewnik, pampers, odleżyny, fetor, samotność przykuta kroplówkami do łóżka...
Od rana do wieczora poprzez czarną, straszną noc jęk cierpienia,głośne błaganie o ulgę w nim, prośba o śmierć...
Słabość, niemoc, brak nadziei, oczekiwanie w bólu...
I przychodzi- czasem późną nocą ,czasem podczas obiadu- ONA NIEUNIKNIONA, biała,dostojna, chciwa na bicie serca zimna dama...I wszystko cichnie...
Łzy kogoś kto czasem z grzeczności odwiedzał, akt zgonu, firma pogrzebowa, czarny worek, puste,zmęczone, lodowate łóżko nie czeka na następnego pacjenta...On i tak przyjdzie.

Starość jest nijaka...
- Pani to młoda,co pani wie o życiu,chorowaniu- wszystko wiedząca, schorowana na wszelkie zło które istnieje w organizmie "staruszka" po sześćdziesiątce prawi mi o tym jak to jej niedobrze...
Wizyta lekarska i słowa - trochę pani przesadza, wyniki w normie, wzdęcia to jeszcze nie powód do umierania na szczęście, więcej optymizmu.
Przez cały dzień"schorowaną staruszkę" odwiedza tabun ludzi: dzieci, wnuki ,mąż, siostry. Szafka pełna pałaszowanego ze smakiem jedzenia, koleżanki na ploteczki co tam sąsiadka w niedzielę do kościoła ubrała i jak mogła?!
Pobłażliwy uśmiech lekarza i wypis, pakowanie niezliczonej liczby kosmetyków bo przecież jakoś w tym szpitalu trzeba było wyglądać, krytyka pracy pielęgniarek, marudzenie o tym jak to źle tu było, jak bezdusznie podchodzi się do pacjenta...
Wolne w końcu łóżko odetchnęło z ulgą ...Czeka na kogoś?...

Starość jest radosna...
Na mojej sali, obok mojego łóżka leży babcia Rozalia, nadchodzi jej dziewięćdziesiąta trzecia wiosna.
Siwiuteńkie jak mróz na trawie, spięte w kok włosy, delikatna, pomarszczona, pergaminowa skóra, brązowe,  iskrzące, przepełnione mądrością i dobrem oczy. I dowcip jakiego brakuje często tzw młodym zdrowym.
- Dziecino moja, a pokaż  mi ten kwiatuszek co tam masz wymalowany, kto ci takie cudeńko zrobił?- pyta o mój tatuaż.
Opowiadam więc historię pojawienia się słonecznika na moim barku a babcia Rozalka uśmiechając się opowiada jak to w domku pod lasem miała ich całe pole.
Kochają ją wszystkie pielęgniarki, nigdy nie narzeka, zna miliony nie książkowych przysłów.
Gdy widzi,że płacze z bezsilności i strachu  odwraca się i mówi:
- Dziecinko, co ty chcesz ten błękit z oczu zmazać? Ja ci na to nie pozwolę!
I zasypuje mnie zabawnymi historyjkami sprzed kilkudziesięciu lat. Ja  nadal płacze - ale już ze śmiechu.
Babcię odwiedza wnuczek, bardzo ją kocha, to widać, czuć tak po prostu. Czesze jej kok, myje, pielęgnuje, żartują razem.  Chcę mnie z nim wyswatać, tłumacze ze śmiechem, że nie jestem sama, Rozalka ubolewa nad tym mrugając do mnie okiem.
Mówię jej, że napiszę o niej.
- Tylko wyraźnie podkreśl moje dziecko, jaka jestem zgrabna, że jestem niezła laska, jakiś książę by mi się jeszcze przydał, nie jestem przecież znowu taka stara.
Babcia wyzdrowiała, zabrał ją wnuczek. Uścisnęłyśmy się serdecznie, dała mi mały, niebieski kamyk ze swojej magicznej szkatułki mówiąc- niech cię chroni, dobre z ciebie dziecko, chyba za dobre, uważaj na ludzi, potrafią być różni. Jej brązowe oczy zwilgotniały, moje błękity też zrobiły się mokre.
Zostało kolejne, puste łóżko, jakby automatycznie tęskniące za Rozalią i dziwna, ciepła aura nad nim...

Siedzę w moim, okrytym pościelą, małym, szpitalnym królestwie, kroplówka powoli sączy w żyły uzdrawiający płyn...
Nie wiem jak nazwać łózko ktore po mnie zostanie...

11 komentarzy:

  1. Też miałam babcię Rozalkę :) Cudowna, lecz nieszczęśliwa kobieta...przytłoczona chorobą i żalem, że opuszcza swe dzieci...może dlatego Jej łóżko szybko przytuliło inną schorowaną istotę?

    OdpowiedzUsuń
  2. można tylko zazdrościć tej radości, pogody ducha mimo na pewno wielu problemów, które miała w życiu... My, (nie)młodzi, często jesteśmy naznaczeni już cechami tego pokolenia - narzekanie, niezadowolenie, "krzywa" mina - to chyba już nasze znaki szczególne... ciekawy tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dziewczyno! gdzieś Ty się uchowała tyle czasu?! Pisz,pisz pisz!!! Co za finezja słowa, eksplozja uczuć, talent i wrażliwość...no i jeśli to Twoje zdjęcie...piękna dusza piękna kobieta....Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie chowałam się,wciąż jestem tylko..po tamtej stronie lustra:):) dziękuję za odwiedziny,ciepłe słowa, tak to moje zdjęcie:) Postaram się pisać tak,żeby każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie, o sobie, zatrzymać się...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialnie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Alicjo...tyle czasu na Ciebie czekałem! Jesteś przepiękna i piszesz tak,że nie chce się odrywać oczu! Nareszcie! Marcowy Zając się ucieszy....:)

    OdpowiedzUsuń
  7. :) prosze pozdrowić mojego ulubieńca Zająca:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiem Ci,że wróciłaś w pięknym stylu! Fajnie,że już znowu jesteś Anika!

    OdpowiedzUsuń
  9. mamy jeszcze dużo czasu aby zostać Rozalią swojej jesieni, Kochana, wspaniale się Ciebie czyta, serdeczne pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  10. No bardzo ladnie to Pani proponuje ;)
    Stefan

    OdpowiedzUsuń