Z tą a nie inną osobą?
Kto lub co, stawia nam na ścieżkach kolejne zdarzenia, ludzi, sytuacje?
Siedział nad brzegiem morza i rozpamiętywał ostatni czas.
Ona odeszła nagle, z dnia na dzień twierdząc, że zmarnował jej trzy lata życia.
W pracy przestało się układać i czuł, że lada chwila ją też straci.
Przyjaciele, znajomi, mają swoje życia, małe światy.
On nie miał już nic.
Nic go już tu nie trzymało.
Uporczywie myślał o tym, jak długo musiałby iść, brnąć w to morze, żeby już nie móc wrócić.
- Nie rób tego- jego myśli, gwałtownie przerwał jej ciepły głos i intensywny zapach wanilii.
- Siostrzeniec mojej matki, zrobił to, pierwszy raz, gdy miałam kilka lat.
Ile to trwało?
Sama już nie wiem, nikomu nie powiedziałam.
Czasem jeszcze, po tym wszystkim, budziły mnie koszmarne sny.
Nikogo to nie dziwiło, przecież, to się zdarza każdemu dziecku, taki zły sen...
Skończyłam szkołę, poznałam kogoś.
Urodziło nam się dziecko. Wszystko co miałam.
I nawet gdy on rzucał mną po ścianach, wierzyłam ślepo, że to miłość.
Synka pochowałam gdy miał pięć lat. Miał wadę serca.
Tak uśmiecham się i widzę, jak cię to dziwi.
Uśmiecham się do wspomnień o malutkich rączkach mojego dziecka.
I uważam, że nawet jeśli bolesne, to wszystko jest po coś.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, widział już tylko jej znikającą, drobną sylwetkę.
Przez jego głowę przelała się lawina myśli.
Włącznie z tą, że ktoś mu kiedyś opowiadał, iż wanilią pachną Anioły...
Zadzwonił do kogoś, spakował kilka rzeczy, wsiadł w samolot.
Zatrzymał się gdzieś w Anglii.
Minął rok.
Obudził go dziwny sen.
Wciąż słyszał głos dziewczyny, jak echo z przeszłości.
Miał nieodparte wrażenie, że w pokoju unosi się znajomy, słodkawy zapach.
Wziął prysznic, włączył komputer, chciał przejrzeć ostatnio zrobione zdjęcia.
- Nie znam cię, nie wiem jak na ciebie trafiłam, dlaczego do ciebie piszę, zupełnie tego nie rozumiem...
Czytał wiadomość, patrzył na jej fotografie i zastanawiał się, skąd zna te oczy.
Wyszedł z domu i usiłował ogarnąć mętlik w swojej głowie.
Ona tymczasem, po drugiej stronie granicy, pochylała się nad kartką papieru i malowała słowami obraz.
Też miała sen, nad ranem.
On, ktoś kogo nigdy nie widziała, siedział na ławce nieopodal rzeki i czytał jej książkę.
Napisała mu o tym wiadomość.
- Przed wschodem słońca, pijąc kawę w swoim mieszkaniu, czytałem twoje teksty.
Przestraszyła się.
Zamknęła laptop, założyła na głowę kaptur, wybiegła z domu.
Usiłując ominąć kałużę, dobiegła do swojego miejsca, gdzie niebo styka się z ziemią.
Deszcz zmywał z jej twarzy łzy.
- To niemożliwe- szeptała, prawie nie otwierając ust.
On, będąc tysiące kilometrów stąd, myślał o tym, co ona teraz zrobi, czuł niewytłumaczalny strach.
Obracał w dłoniach telefon, opuszkami palców dotykając jej imienia na wyświetlaczu.
Nie zadzwonił nigdy.
Nie odezwała się więcej.
Czasem, czyta jej teksty.
Czasami ogląda, zrobione przez niego zdjęcia.
Myślisz, że przypadek rządzi światem.
Uważasz, że pewne sytuacje, ludzie, stają na twojej drodze zrządzeniem losu.
Wierzysz, że nie masz na to wpływu.
Jeśli coś będzie miało być, to i tak będzie.
Nic nie możesz zrobić, zmienić, bo przecież przypadek ma największą moc.
Idąc kiedyś brzegiem morza, pomyśl o tym.
Zanim znowu, pozwolisz komuś odejść.
Przypadkiem...
Historia i postacie w niej opisane, mogłyby nie być fikcyjne gdyby nie...przypadek.
Choć może, to właśnie on sprawi, że staną się prawdziwe i pozwolą na to, by czas, napisał sam, inne zakończenie.
Bo przecież, wszystko jest po coś...

